Z pozdrowieniami Melancholijna obojętność

Za oknami kolejny szary dzień, pozbawiony barw i nadziei że będzie lepiej.Z nieba spadają krople deszczu, a po moich policzkach spływa rzeka łez. Dzisiaj jeszcze bardziej niż zawsze czuje się bezradna, pozbawiona jakiejkolwiek mocy sprawczej, bezbronna .Najbardziej dobija mnie fakt że tak na prawdę nie mogę z tym nic zrobić, nie mogę pomóc samej sobie, nie mogę pomóc innym.Coś co powinno mnie cieszyć i powinno być najlepszym okresem, z każdym dniem staje się coraz większym koszmarem który pochłania kawałki mojej duszy.I chociaż zdarzają sie takie dni w których życie wydaje się być bardziej znośne, to i tak bieżące problemy ściągają mnie w dół.

Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale szczerze przestaje mnie to obchodzić.

Z pozdrowieniami

Melancholijna obojętność.

Reklama

Sprint ku dorosłości

Kiedy widzę coraz szerszą rzesze ludzi w moim wieku ( lub ewentualnie różnica +/- 1) którzy się zaręczają lub biorą ślub , albo dziewczyny które znam są w ciąży to zastanawiam się czasami czy nie żyje w alternatywnej rzeczywistości.Oczywiście nie żebym była jakąś ogromną przeciwniczką takich rzeczy, ale ja osobiście jeszcze nie czuje się na to gotowa.I nie chodzi tu o to czy spotkałam już swojego księcia z bajki czy nie.Chociaż sądzę że nawet jeśli bym go miała , to i tak uważam że na takie kroki jeszcze za wcześnie.Miłość można ukoronować zawsze i moim zdaniem nie trzeba się aż tak bardzo z tym śpieszyć.W końcu miłość cierpliwa jest i łaskawa.Lepiej pożyć z drugą osobą kilka chwil na kocią łapę i zobaczyć jak będzie się zachowywać rzeczywistych warunkach( warto razem zamieszkać).Małżeństwo nie polega na kupowaniu kota w worku.Powinno być uwieńczeniem prawdziwej dojrzałej miłości, a nie przypływem młodzieńczej pasji i zapału do budowania.Małżeństwo to przecież pewność że to właśnie z tobą osobą chcemy spędzić resztę życia, to zaakceptowanie jej wad i zalet , aż w końcu odpowiedzialność za drugą osobę i chęć bycia z nią na dobre i na złe.

I choć może wydawać się to dosyć groteskowe, to obawiam się że niedługo przypną mi łatkę,,starej” panny.

Podsumowanie

Nastał czas w którym wypadałoby podsumować chociaż trochę moje dotychczasowe życie.Wiek (za 2 miesiące) 21 lat, waga 58kg ,dotychczasowe związki – oficjalne 3, staus- od 5 miesięcy singielka.Wiem że wstęp przypomina trochę serie dzienników Bridget Jones(nawiasem mówiąc moja ulubiona seria), ale musiałam od czegoś zacząć ale za bardzo nie wiedziałam jak.Myślę że ten tekst może być trochę chaotyczny ale postaram się pisać w miarę jasno.Od pewnego czasu odczuwam że moje życie to jedno wielkie pasmo niepowodzeń, nic z tego co sobie założyłam an w jednym pieprzonym procencie się nie spełniło ( przepraszam za brzydki wyraz, ale wydaje się on najbardziej adekwatnie oddawać to co teraz czuje.Szukanie pracy i zarabianie pieniędzy- jeden kompletny fail, z każdym kolejnym wysłanym cv i brakiem odpowiedzi czuje sie jak piłeczka odbijająca się od ściany która za każdym razem coraz bardziej traci swoją energię.Może po prostu jestem w tej dziedzinie bezużyteczna.A może w innych też?Weźmy kolejny składnik mojego życia-studia.Doskonale wiem co chcę robić w życiu i który kierunek dokładnie obrać, jednakże pomimo wielogodzinnych sesjach nauki moja średnia wciąż jest za niska żeby przenieść się na studia dzienne (tak, tak nie dostałam się).A co z miłością.Miłość, o ile istnieje , też nie jest moim sprzymierzeńcem. Byłam w kilku związkach, ale skoro jestem singielką to chyba znak że nie były one za bardzo udane ( i tak faktycznie jest), ale nie wiem czy jestem gotowa na to żeby przelać to wszystko na papier.Za każdym razem wydaje mi sie że coraz lepiej rozumiem mężczyzn, i coraz więcej zaczynam dostrzegać mechanizmów, jednakże moja nieracjonalna strona (czyli serce) zawsze rzuca mózgowi kłody pod nogi.Pomińmy już fakt tego że zdaje sobie sprawę że mam problemy z ogromną potrzebą poczucia bliskości i miłości, która momentami jest wręcz patologiczna i pcha mnie w stronę rozwiązań , które po głębszej refleksji wydają sie idiotyczne i bezużyteczne, ale nic nie poradzę na to że taka właśnie jestem.Kolejny ważny aspekt w życiu każdego człowieka( w końcu homo sapiens to zwierzęta stadne) moje życie towarzyskie, a może jego brak.Mam kilka ( to za dużo powiedziane) osób na które zawszę mogę liczyć i jestem im za to ogromnie wdzięczna, ale nauczona przez życie wielokrotnymi próbami na które wystawiało mnie życie, nauczyłam się trzymać ludzi trochę bardziej na dystans, tak jak jeż który wystawia kolce ponieważ nie chce być zraniony.W końcu nie wszyscy zasługują na zaufanie, a niektórzy traktują ludzi jak zabawki które z czasem stają się zwykłe i nudne, a z czasem kompletnie bezużyteczne i niechciane. A skoro już mówimy o bliskich osobach to warto też napisać kilka słów o rodzinie.W sumie to nie wiem jak bardzo mogę sobie na to pozwolić, ale chce powiedzieć że i na tym polu nie jest za dobrze. Moje relacje z rodzicami nie są za dobre, cały czas czuje parcie na to aby być najlepszą, ale co mi z tego skoro i tak mi sie nie udaje, a moi rodzice bardziej wolą wytykać mi błędy i mówić że jestem beznadziejna, niż mnie wspierać.Jednym określeniem którym mogła bym podsumować to co do tej pory napisałam jest to że moje życie jest do dupy. Aktualnie znajduje się w takim momencie życia, w którym nie widzę żadnej nadziei, punktu zaczepienia, i najwyraźniej w świecie nie umiem znaleźć solidnego argumentu i powodu dla którego żyje.Pewnie wszyscy pomyślą sobie że chyba jestem jakaś nienormalna i wyolbrzymiam wszystkie swoje problemy, ale to o czym wcześniej napisałam jest bardzo zachowawcze i jest to jedynie wierzchołek ogromnej góry lodowej.Tak, tak mam 21 lat i powinnam się cieszyć życiem, ale szczerze…nie wiem czym. Z każdym kolejnym rokiem na liczniku zaczęło do mnie docierać że moje wyobrażenia o dorosłości były błędne, a wiele rzeczy to złudzenia, których trzeba szybko i koniecznie się pozbyć żeby nie odczuwać wiecznego zawodu.

Kiedy przeglądam znane wszystkim portale społecznościowe i widzę zdjęcia osób które znam, często dopada mnie smutna ale prawdziwa refleksja o ty że życie ucieka mi między palcami.

Skoro już jestem szczera to przyznam się że cholernie tym ludziom zazdroszczę, i zastanawiam się dlaczego to nie ja jestem na ich miejscu.Wiem że wycofałam się z życia w obawie przed tym żeby nie zostać zranioną, ale kompletnie nie wiem jak wrócić. Nie wiem co robić dalej i czy to co robie ma w ogóle jakiś sens…